, 24 Września 2017 roku.

PIBŻ zacznie działać od stycznia 2018 r.

Rozmowa z EWĄ LECH, Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Tadeusz Wojciechowski: Indie to ogromy rynek porównywalny z Chinami. Była pani niedawno na targach rolnych w New Delii oraz na rozmowach z w sprawie rozszerzenia współpracy gospodarczej. Czy jest szansa na eksport polskiego drobiu i innych artykułów spożywczych do Indii w najbliższym czasie?

Ewa Lech: W ostatnich kilku latach miała miejsce intensyfikacja kontaktów dwustronnych kierownictw resortów rolnictwa, regularnie braliśmy udział w najważniejszych targach żywnościowych Ahar w Nowym Delhi oraz Annpoorna w Mumbaju. Odbyło się 7 wizyt w Indiach i jedna w Polsce. Zainteresowanie indyjskich przedsiębiorców jest dość duże, odnotowujemy wzrost eksportu żywego drobiu i jabłek. Jednak w dalszym ciągu mamy bardzo duże, ujemne saldo w wymianie między naszymi krajami.

To co odróżnia konsumentów indyjskich od reszty świata, dokąd sprzedajemy żywność, to przyzwyczajenie do kupowania nieprzetworzonej żywności. Hindusom trudno zrozumieć, że mięso mrożone mieści się w definicji mięsa świeżego. W Indiach nie istnieją supermarkety, jakie funkcjonują w całej Europie. Strona indyjska jest zainteresowana kupnem technologii i wyposażenia dla zakładów, które mogłyby przetwarzać na miejscu ich surowiec. Trzeba podkreślić, iż ze względu na fakt, że nie wszystkie regiony są zelektryfikowane, nie jest możliwe zachowanie łańcucha chłodniczego, a produkcja i obróbka jest prowadzona przy pomocy urządzeń obsługiwanych ręcznie. Prawie połowa surowca jest marnowana. Rząd Indii chce temu zapobiec kupując technologie do przetwarzania własnego surowca. Stosuje różne zachęty dla ewentualnych inwestorów np. w ramach powstających Mega Food Parks – centrów łączących w jednym miejscu produkcję żywności, przetwórstwo, przechowalnictwo i transport.

Aktualnie wciąż nie sfinalizowaliśmy ostatecznych wersji świadectw weterynaryjnych dla mięsa drobiowego, wieprzowego oraz ich produktów. Jest na to szansa, ale sytuacja w zakresie ASF i grypy ptaków komplikuje nasze ustalenia. Strona indyjska stawia bardziej restrykcyjne wymagania niż O.I.E. Dotąd ustalono świadectwa weterynaryjne na mleko, produkty mleczne, produkty rybołówstwa, pasze, dodatki paszowe, premiksy (z wyłączeniem tych z zawartością pochodzenia roślinnego i zwierzęcego). Aby był możliwy eksport do Indii, indyjscy importerzy muszą uzyskać licencję na import towarów, a w następnej kolejności spełnić i dostosować się do obowiązujących standardów i procedur sanitarnych. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się przekonać indyjskich decydentów do jakości naszej żywności. W Indiach zakres i obszary, którymi zawiaduje w Polsce minister rolnictwa, są w gestii trzech ministerstw (są to: ministerstwo chowu i hodowli, ministerstwo przetwórstwa spożywczego i ministerstwo rolnictwa i dobrobytu rolników).

T.W.: Od ponad roku trwają prace nad ustawą powołującą inspekcję bezpieczeństwa żywności. Jaki jest stan tych prac i kiedy inspekcja rozpocznie swoje działanie?

E.L.: Prace trwają długo. Powołany przez ministra zespół ds. opracowania projektów ustaw powołujących nową inspekcję wywiązał się z zadania w terminie. Projekty tych aktów prawnych przedstawiono do szerokich konsultacji społecznych i międzyresortowych, które zakończyły się w sierpniu ubiegłego roku. Nadesłano bardzo dużo komentarzy, uwag i propozycji nowych zapisów ustawowych.

Strona społeczna reprezentująca pracowników konsolidowanych inspekcji wyrażała wiele obaw, co do pewności zatrudnienia wszystkich pracowników w nowej inspekcji, planów przejęcia części kompetencji PIS, podporządkowania inspekcji MRiRW, jej nazwy, wymagań stawianych organom inspekcji wszystkich szczebli oraz tzw. pionizacji, czyli odzespolenia od administracji wojewody. Liczba tych uwag, propozycji oraz konieczność odniesienia się do nich, a także organizowanie konferencji uzgodnieniowej nie przyśpieszyły prac nad projektami ustaw. Tak czy inaczej, powołanie nowej skonsolidowanej Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności to przedsięwzięcie naprawdę ogromne, obejmujące pięć inspekcji działających na rzecz bezpieczeństwa żywności i dotyczące około 9 tys. zatrudnionych w nich osób.

Jednoznacznie pozytywnie do zmian odnoszą się przedsiębiorcy branży spożywczej oraz producenci rolni upatrujący w nowej instytucji uproszczenia procedur kontrolnych, jednoznacznego uniknięcia sporów kompetencyjnych oraz zmniejszenia liczby uciążliwych kontroli. Projekty ustaw zostały przesłane do rozpatrzenia na Stały Komitet Rady Ministrów i stamtąd trafią na posiedzenie Rady Ministrów. Planujemy powstanie inspekcji 1 stycznia przyszłego roku, ale do tego czasu ogromną pracę musi wykonać powołany pełnomocnik.

T.W.: Czy realizacja zadań inspekcji bezpieczeństwa żywności będzie wymagała od inspektorów nowych kompetencji i kwalifikacji?

E.L.: Jednym z zarzutów przeciwko powołaniu inspekcji w takim kształcie, jaki przedstawiono w projektach, jest to, że konsolidacja będzie polegała na koordynacji działań, a nie na rzeczywistym łączeniu. Gdyby tak miało być, to rzeczywiście wszyscy pracownicy merytoryczni wykonywaliby te same obowiązki, które wykonują dzisiaj.

Przed nami wdrożenie nowego unijnego rozporządzenia dotyczącego kontroli urzędowych, która wymusi inne podejście do ich realizacji, ciągłe doskonalenie umiejętności i wiedzy. Chcemy racjonalnie wykorzystać bazę laboratoryjną, sprzęt oraz personel i wiedzę. Koordynacja będzie jednym z elementów działania. Zadania inspekcji determinują kompetencje i kwalifikacje inspektorów, które muszą być ciągle doskonalone. Jedne zadania będą mogły być realizowane przez osoby posiadające ściśle określone wykształcenie i kompetencje np. lekarzy weterynarii, a inne – przez osoby z wykształceniem kierunkowym. Oczywiście, zmiana w zakresie kompetencji polegać będzie na ich poszerzeniu i rzeczywiście, będzie to suma wszystkich zadań łączonych podmiotów.

T.W.: Na przestrzeni lat zmieniały się w Polsce status i zadania Inspekcji Weterynaryjnej. Jakie zmiany w obszarze weterynarii, przy okazji powołania nowej inspekcji, są pani zadaniem niezbędne do przeprowadzenia?

E.L.: W ostatnich latach, szczególnie po naszym wejściu do Unii Europejskiej, rola służb weterynaryjnych uległa zmianie – wzmocnieniu. Dostęp do rynku europejskiego naszej żywności jest w głównej mierze możliwy dzięki osiągnieciu i utrzymywaniu przez Polskę korzystnych statusów urzędowej wolności od chorób zakaźnych zwierząt. Mają one wpływ na bezpieczeństwo naszej żywności i stanowią niezbędny warunek umożliwiający eksport.

Wdrożyliśmy i realizujemy programy zwalczania Salmonelloz u kur, choroby Aujeszky’ego u świń, skuteczny monitoring i eliminowanie BSE i inne programy wczesnego wykrywania chorób zwalczanych z urzędu. Inspekcja wykonuje szereg zadań w zakresie monitorowania substancji niedozwolonych, pozostałości chemicznych i biologicznych w żywności, a jej wyniki wskazują, że jakość zdrowotna naszej żywności jest bardzo dobra. Nie wystarczy tu miejsca na przedstawienie pełnego zakresu działalności IW. Trzeba podkreślić, że skuteczniejsze i szybsze działanie oraz lepsze wykorzystanie środków, sprzętu i ludzi będzie możliwe jedynie poprzez pionizację tj. odzespolenie. Ponadto przejęcie części kompetencji PIS jest konieczne dla lepszej koordynacji nadzoru, uniknięcia dublowania kompetencji i sporów z tym związanych oraz zwiększenia skuteczności kontroli.

T.W.: Grypa ptaków, która ostatnio przetoczyła się przez Polskę, wywołała spore zamieszanie i obnażyła niedociągnięcia w zakresie systemu odszkodowań i zarządzania kryzysowego. Jakie działania należy podjąć, żeby w przyszłości uniknąć tego rodzaju problemów?

E.L.: Jak zawsze tego typu zdarzenie powoduje w początkowej fazie zamieszanie. W Polsce mieliśmy 65 ognisk grypy ptaków u drobiu w 12 województwach, dlatego początkowe trudności w pierwszym powiecie, gdzie wystąpiła choroba, nie powinny rzutować na całościową ocenę działań IW. Chcę podkreślić z całą mocą, że Inspekcja Weterynaryjna nie działa w próżni. Bez współpracy z hodowcami nie uda się szybko likwidować ognisk. W praktyce wyglądało to różnie.

Pomocne okazały się ,,specustawy” uchwalone we wrześniu ubiegłego roku, które dały PLW więcej możliwości i instrumentów prawnych. Dzisiaj już wiemy, co jeszcze w przepisach powinniśmy zmienić i to zrobimy.

Pierwsze ogniska wykryto w grudniu, był to najgorszy okres do działania, ponieważ cały budżet Inspekcji Weterynaryjnej był już rozdysponowany. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że odnotowano niedociągnięcia w zakresie odszkodowań. Jeśli mówimy o wysokości odszkodowań, to raczej nie było pretensji. Terminy wypłat ze względu na zasady uruchamiania środków z budżetu państwa nie satysfakcjonowały hodowców, ale na to nie mamy wpływu. Myślę, że właśnie pionizacja będzie jednym ze sposobów usprawnienia działań i efektywnego wykorzystania sił i środków.

T.W.: Dziękuję za rozmowę.

 

© Materiał chroniony prawem autorskim –  regulamin

Artykuły powiązane