, 19 Listopada 2017 roku.

Zaraza ze Wschodu

Szanowni Państwo,

Poniżej zamieszczamy „kultowy” artykuł dra Jacka Leonkiewicza opublikowany w 2014 r. na łamach czasopisma „Bezpieczeństwo i Higiena Żywności”. Mimo upływu lat artykuł jest wciąż aktualny.

  Tadeusz Wojciechowski
 Redaktor naczelny

 

W 2014 roku Polska stała się poligonem – poligonem, na którym Europa Zachodnia naszymi rękami broni się przed ASF i naszym własnym poligonem pełnym pocisków urzędniczej ignorancji. Ale mamy jeszcze jeden, bardzo wstydliwy problem…

Watahy dzików coraz częściej spotkać można na naszych polach, na drogach, a nawet w miastach. Nie można się temu dziwić, gdyż armia tych rozzuchwalonych zwierząt liczy już ponad 280 tysięcy sztuk. Wbrew powszechnej opinii to nie szkody w uprawach rolnych, choć uciążliwe i kosztowne, ani niespodziewane spotkania z dzikami na osiedlowych skwerach są naszymi głównymi problemami związanymi z tym gatunkiem zwierząt.

Zbagatelizowane zagrożenie
Z perspektywy bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli najpoważniejszym zagrożeniem jest nosicielstwo włośnicy przez dziki. To groźna dla człowieka choroba odzwierzęca mogąca zakończyć się nawet śmiercią. Przyczyną zachorowania jest spożywanie niebadanego mięsa, głównie świń i dzików. Wieloletnia analiza wyników urzędowego badania mięsa wykazuje, że to nie trzoda, a właśnie dziki stanowią główne źródło zakażeń włośniami. Przeprowadzane badania weterynaryjne praktycznie wykluczają możliwość wprowadzenia do obrotu (czytaj: konsumpcji) mięsa zakażonego włośniami, a tym samym skutecznie eliminują zagrożenie dla zdrowia
i życia konsumentów. W ten sposób społeczeństwa wielu krajów zapomniały o włośnicy i skutkach, jakie ta choroba powoduje u ludzi. W państwach Wspólnoty Europejskiej zachorowania ludzi na włośnicę są skrupulatnie monitorowane i analizowane przez specjalną instytucję – Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Według corocznych raportów EFSA, do 2007 roku Polska była niechlubnym liderem w rankingu liczby mieszkańców chorujących na włośnicę – od 30% do 60% wszystkich przypadków w UE stanowili Polacy! Dopiero przyjęcie Rumunii i Bułgarii do Wspólnoty spowodowało zmianę w tym kompromitującym Polskę zestawieniu.

Grzech niesumienności
Dbające o bezpieczeństwo zdrowotne obywateli instytucje odpowiedzialne w Polsce za szeroko rozumiany nadzór nad żywnością powinny zrobić wszystko, co jest możliwe, aby wyeliminować zagrożenia wynikające
z rozprzestrzeniania się choroby wśród nosicieli i przenoszenia jej na ludzi. Temu winny służyć odpowiednie zapisy aktów prawnych. Temu winny być podporządkowane skuteczne działania właściwych instytucji nadzorujących, inspekcji, a także organów ścigania. Jako przyczyny opisywanych zjawisk można z pewnością wskazać dwie kwestie. Po pierwsze, bezwzględnie należy wyjaśnić bardzo istotne różnice w danych przekazywanych przez Główny Urząd Statystyczny i Inspekcję Weterynaryjną, dotyczących urzędowego badania tusz dzików, w tym przede wszystkim braku badań mięsa pod kątem występowania włośni. Trudno zrozumieć, dlaczego przez wiele lat, pomimo alarmowania o nieprawidłowościach, problem ten nie został rozwiązany.
Z jednej strony mamy do czynienia z wiarygodnymi danymi GUS-u, które oparte są o informacje przekazywane przez Agencję Nieruchomości Rolnych, Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych oraz Polski Związek Łowiecki. Corocznie publikowane są dane o liczbie odstrzelonych dzików w okresie od 1 kwietnia danego roku do 31 marca roku następnego. Inspekcja Weterynaryjna w swoich sprawozdaniach informuje o liczbie zbadanych dzików
w danym roku kalendarzowym. Ta drobna niedogodność zróżnicowania okresu sprawozdawczego przestaje mieć znaczenie, gdy analizujemy okres kilku lat. Tak przeprowadzona analiza pokazuje, że w Polsce średnio 30% ogółu pozyskanych dzików nie przechodzi urzędowego badania weterynaryjnego. Przy liczbie 240 tys. sztuk dzików odstrzelonych w 2013 roku poza nadzorem (czytaj: poza badaniami) pozostało ponad 70 tys. zwierząt!

Patrochy a.… sprawa myśliwska
Kolejna kwestia, która od lat nie jest uregulowana, to pozostawianie na łowiskach tzw. patrochów, czyli niejadalnych, często rozszarpanych pociskiem wnętrzności upolowanego zwierzęcia. Bezsprzecznie stanowią one materiał zakaźny, co czyni z dzików główne źródło nosicielstwa włośnicy. Dotychczas nikt jednak nie uznał tego problemu, a może – wobec silnego lobby myśliwych – nie miał odwagi, aby definitywnie wyeliminować ten wygodny dla myśliwych zwyczaj. Sprawa przyjęła, jednakże inny wymiar w lutym tego roku, kiedy pierwszy raz
w Polsce stwierdzono w szczątkach padłego dzika na Podlasiu obecność wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). Zaraza przyszła ze Wschodu i na dobrą sprawę należało się tego spodziewać, gdyż monitorowanie tej niezwykle groźnej dla zwierząt (świnie, dziki) choroby wskazywało, że rozprzestrzenia się ona w tempie ok. 300 km rocznie. Od pierwszego przypadku ASF minęło 8 miesięcy (do 24 października 2014 r.) i w tym czasie mieliśmy do czynienia już z 19 przypadkami potwierdzenia choroby, w tym w dwóch przypadkach u świń,
a w pozostałych u dzików – osiemnasty przypadek dotyczył watahy 16 sztuk z potwierdzeniem ASF u ośmiu. Problem dzików stał się realnym i poważnym zagrożeniem dla gospodarki kraju.

Polska przedmurzem zarazy
Kraje UE, zwłaszcza duzi producenci trzody chlewnej, jak ognia boją się rozprzestrzeniania ASF i przeniesienia go na swoje terytorium. Polska znalazła się w szczególnie trudnym położeniu, gdyż chcąc nie chcąc stała
się terytorium buforowym Wspólnoty z pokładanymi nadziejami na zatrzymanie szerzenia się zarazy. Nasza gospodarka już została dotknięta restrykcjami, nie tylko ze strony państw – powiedzmy – o małej sympatii
do Polski. Przy afrykańskim pomorze świń nie ma sentymentów, a sprawą priorytetową jest interes ekonomiczny.
W związku z tą sytuacją w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi dostrzeżono konieczność opracowania nowego rozporządzenia, którego przepisy winny zniwelować zagrożenia poprzez wdrożenie przetestowanych rozwiązań
w zwalczaniu afrykańskiego pomoru świń. Co prawda w projekcie rozporządzenia uwzględniono aspekt występowania choroby u dzików i związanego z tym postępowania powiatowego lekarza weterynarii, ale
w dalszym ciągu nie rozwiązano problemu – istotnego ogniwa w rozprzestrzenianiu się choroby, tj. pozostawiania patrochów na łowisku. Okazuje się, że wydanie stosownego przepisu nakazującego myśliwym skuteczne unieszkodliwienie materiału zakaźnego poprzez obowiązek jego utylizowania nie należy do ministra rolnictwa, gdyż omawiana kwestia leży w gestii ministra środowiska. Jego zaś stanowisko zostało przedstawione piórem Jerzego Lęcznara – radcy ministra w Departamencie Leśnictwa i Ochrony Przyrody, w piśmie skierowanym
do jednego ze związków hodowców trzody chlewnej. Radca ministra twierdzi, że patrochy są źródłem „martwej materii” i powinny być udostępnione jako pokarm innym zwierzętom. W sytuacji, gdy w Polsce jeden na dwieście zbadanych dzików okazuje się zarażony włośnicą, a badania naukowe wykazują kilkumiesięczny okres przeżywalności wirusa ASF we krwi i np. w zakopanej śledzionie, twierdzenie, że patrochy nie są materiałem zakaźnym, a jedynie „martwą materią”, jest wyrazem skrajnej niewiedzy i kpiną z bioasekuracji. Trudno jest przewidzieć, dokąd zaprowadzi nas urzędnicza ignorancja. Polska w dalszym ciągu będzie kompromitowała
się chorymi na włośnicę, a gospodarka poniesie olbrzymie straty, gdy afrykański pomór świń przekroczy Wisłę. Istotnym ku temu przyczynkiem będzie nierozwiązany problem odpadów z odstrzelonych i niezbadanych dzików.

Jacek Leonkiewicz– lekarz weterynarii z ponad 25-letnim stażem zawodowym na kierowniczych stanowiskach
w Inspekcji Weterynaryjnej. W okresie przedakcesyjnym (1999-2003) był ekspertem Krajowej Izby Lekarsko – Weterynaryjnej ds. legislacji prawa weterynaryjnego w Sejmie
i Senacie RP. W latach 2002-2005 pełnił funkcję Radcy Głównego Lekarza Weterynarii. Podczas swojej pracy
w MRiRW pracował w międzynarodowej Komisji ds. dostosowania polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej. Jest twórcą projektów rozporządzeń ministra rolnictwa w sprawie sprzedaży bezpośredniej
i dokumentów handlowych. Z ramienia GLW pełnił funkcję obserwatora podczas kontroli unijnych inspektorów przeprowadzanych w polskich zakładach przemysłu rolno-spożywczego. Był głównym koordynatorem rosyjskich kontroli w zakładach spożywczych w Polsce. Autor raportów (2003-2004) składanych Prezesowi Rady Ministrów o stanie bezpieczeństwa sanitarno-weterynaryjnego w kraju. Pełnił funkcję konsultanta Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. rynków wschodnich. Były dyrektor generalny Polsko-Rosyjskiego Stowarzyszenia Handlowego, Prezes ZM Constar w Starachowicach. Obecnie pełni funkcję prezesa związku przedsiębiorstw utylizacyjnych, jest również właścicielem biura doradczego. Jacek Leonkiewicz został wybrany Przewodniczącym Zespołu Rady Gospodarki Żywnościowej ds. Przeciwdziałania Szarej Strefie w gospodarce żywnościowej. Jest wykładowcą na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu oraz Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim
w Olsztynie, z tematyki prawa krajowego i wspólnotowego dotyczącego bezpieczeństwa żywności zwierzęcego pochodzenia. Autor ponad 200 publikacji omawiających zagadnienia szeroko pojętego obszaru bezpieczeństwa żywności.

zywnosc.com.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim –  regulamin

 

Artykuły powiązane